Gdzie leżą prawdziwe pieniądze w tartaku? Na placu surowca!

Największym mitem w branży tartacznej jest to, że rentowność zależy jedynie od cen rynkowych. W praktyce zysk powstaje lub jest tracony na placu wypełnionym coraz cenniejszym surowcem.

Zarządzanie w tartaku oparte na danych pozwala uniknąć marnowania tysięcy euro zamrożonych w surowcu. Zwrot z monitorowania procesów jest szybki i mierzalny. Ale tam, gdzie produkcja nadal odbywa się „na wyczucie”, nawet skromna digitalizacja przynosi natychmiastowe, namacalne rezultaty finansowe. Co najważniejsze, każdy wskaźnik można obliczyć – to nie obietnica, to matematyka.

Cztery proste działania zazwyczaj przynoszące najszybsze zyski:
1. Wizualizacja składowiska i śledzenie danych o wieku drewna.
2. Zaplanowanie cięcia i suszenia w oparciu o metodę FIFO (First-In, First-Out – system zarządzania zapasami, w którym najstarsze towary są sprzedawane lub zużywane w pierwszej kolejności).
3. Monitorowanie zużycia paliwa i optymalizacja tras ładowarek.
4. Ograniczenie ręcznej pracy administracyjnej dzięki systemom cyfrowym. W przypadku przeciętnego tartaku (ok. 120 tys. m³ rocznie) te działania mogą potencjalnie zaoszczędzić od ok. 25 tys. euro do 100 tys. euro rocznie – a zwrot z inwestycji często następuje w ciągu kilku miesięcy. Wszystkie przedstawione w artykule informacje oparte są na danych zebranych od klientów Pinja z Finlandii, Szwecji, Estonii i Łotwy.

Sezon sinicy – kiedy małe rzeczy rosną w duże sumy
Co roku w maju, gdy dzienne temperatury wzrastają powyżej +5°C, rozpoczyna się sezon sinicy. Na pierwszy rzut oka wygląda to jak problem kosmetyczny – lekkie przebarwienie na deskach sosnowych. W rzeczywistości po cichu pochłania setki tysięcy euro każdego lata. Bez systemów nawadniających straty (SF → VI) zazwyczaj sięgają 5–7% w przypadku plonu głównego i 15–20% w przypadku desek bocznych w porównaniu z produkcją zimową. Dla tartaku produkującego 20 tys. m³ miesięcznie oznacza to 300–500 tys. euro strat, którym można zapobiec w ciągu jednego ciepłego sezonu. To nie są szacunki, to rzeczywiste liczby zebrane z kilku tartaków w krajach nordyckich i bałtyckich wykorzystujących rozwiązania Pinja i ustrukturyzowane dane produkcyjne.

Cały artykuł przeczytasz w „Przemysł Drzewny” nr 1/2026