
Reklamacja jest niczym innym jak stwierdzeniem, że sprzedany towar nie jest zgodny z umową. W przypadku surowca drzewnego może to być reklamacja jakościowa oraz ilościowa, ale jedynie dla sztuk mierzonych pojedynczo lub grupowo.
I co by paniusia tu chciała…” – usłyszałam, rozpoczynając jedną z reklamacji w nadleśnictwie. Po kolejnym słowie „panienka” czy „paniusia” zwróciłam na to uwagę rozmówcy, gdyż bliżej mi do babci niż do panienki – również w kwestii doświadczenia i wiedzy. Wśród leśników, jak w każdej branży, bywają różne charaktery, ale w kontaktach biznesowych między sprzedającym a kupującym ważny jest szacunek. Jako leśnik znalazłam się po „drugiej stronie”, ale zawsze ten szacunek łączę z zasadą wzajemności. Zdarzyło mi się wysyłać reklamację na wadę ukrytą bez podania wymiarów. Oczywiście szanuję sytuację, że uzupełnienie tych danych jest niezbędne, żeby reklamację uznać za zgłoszoną (choć przy numerze sztuki dane te są dostępne w systemie), zwłaszcza że pracownicy nadleśnictw upomną się nawet o przecinek, oby tylko kontrola („kompleksówka”) nie odjęła im punktów i nie postawiła oceny niedostatecznej. A jak ta skrupulatność wygląda w drugą stronę, w relacji do klienta, który chcąc dochodzić swoich praw, zgłasza reklamację na drewno?
Cały artykuł przeczytasz w „Przemysł Drzewny” nr 2/2026
