
– Trudna sytuacja w branży maszyn do obróbki drewna wywarła silny wpływ na tegoroczną edycję Targów DREMA – mówi Łukasz Rachubiński, nowy dyrektor targów DREMA, który po bardzo słabej wrześniowej edycji tego wydarzenia przejął projekt po Andrzeju Półrolniczaku. Zrzucenie winy na koniunkturę nie jest jednak pełną diagnozą problemu ze słabnącą z roku na rok energią targów technologii dla przemysłu drzewnego w Poznaniu.
Nowy dyrektor targów DREMA Łukasz Rachubiński wyraził nadzieję, że „wydarzenie to, aby nadal stanowiło dla wystawców i zwiedzających skuteczną platformę komunikacji z rynkiem i atrakcyjne miejsce prezentacji najnowszych technologii, potrzebuje nowego otwarcia”. Oczekując na te zmiany, spróbujmy podsumować to, co miało miejsce we wrześniu.
BRAK LIDERÓW
Nieobecność wśród wystawców trzech liderów: grupy Homag, Weinig i Teknika to największa porażka tegorocznej DREMY. Jeśli kiedyś prestiżowe targi poznańskie były szansą dla firm, by się pokazać, to dziś jest odwrotnie. To silni gracze swoją atrakcyjną ofertą i gronem zwiedzających, których przyciągają, pracują na prestiż wydarzenia targowego. Czy nieobecność Homaga, Weiniga i Tekniki to wina DREMY? Nie do końca, to splot wielu okoliczności. Pierwszą z nich były majowe targi Ligna. Kto chciał zobaczyć naprawdę topowe technologie, nie miał problemu, by w ciągu kilku godzin dostać się do Hanoweru. Z kolei – nawiązując do trudnej sytuacji w branży – firmy, które wykosztowały się na stoisko w Hanowerze, często okroiły swój budżet na DREMĘ lub całkowicie z niej zrezygnowały.
Cały artykuł przeczytasz w „Przemysł Drzewny” nr 4/2025