To nie zmowa cenowa, lecz strach przed brakiem pelletu

Ceny certyfikowanego pelletu klasy A1 dochodziły w III kwartale br. do 2,5 tys. zł za tonę w marketach budowlanych i składach opału. To oznacza wzrost o nawet 30% r/r. Ministerstwo Energii zawiadomiło UOKiK o podejrzeniu zmowy cenowej producentów. Urząd jej jednak nie potwierdził.

Czy na rynku pelletu mogą być sztucznie zawyżane ceny, będące efektem spekulacji producentów? Tak podejrzewało Ministerstwo Energii, obserwując 30-procentowy wzrost cen w handlu detalicznym. Tymczasem odpowiedź jest prosta i wielokrotnie wcześniej sygnalizowana rządzącym – spadek podaży trocin z przerobu drewna w tartakach oraz wzrost cen surowca drzewnego i energii potrzebnej do suszenia granulatu mogły wpłynąć na znaczny wzrost cen pelletu. Sygnały te – obecne w przestrzeni medialnej – odebrali też konsumenci, zaopatrując się znacznie wcześniej niż zwykle w opał zimowy. Popyt na pellet pozwolił na podniesienie cen zarówno po stronie producentów, jak i sieci handlowych. – Jest to zjawisko nietypowe, ponieważ dotychczas lato było okresem największej stabilizacji cen oraz momentem, w którym konsumenci mogli uzupełniać zapasy paliwa przed sezonem grzewczym – mówi Agnieszka Kędziora-Urbanowicz, wiceprezes Polskiej Rady Pelletu. Pellet drzewny jest źródłem ogrzewania dla około 500 tys. gospodarstw w Polsce. Zaspokojenie ich potrzeb wymaga około 2 mln ton granulatu. Według prognoz Argus Media krajowe zapotrzebowanie na biomasę będzie rosnąć o 2–3 mln ton rocznie.

Cały artykuł przeczytasz w „Przemysł Drzewny” nr 3/2026